| 'n.p.m.' październik 2010 |
|
|
| Wpisany przez Joanna Nawrocka |
| środa, 22 września 2010 10:17 |
|
W październikowym numerze „n.p.m.” między innymi: o konsekwencjach umasowienia wspinania, relacja z wędrówki po Dolomitach, wycieczka na Czerwone Wierchy, a także opowieść o Holendrach, którzy osiedlili się w Rudawach Janowickich.
Na początku było nieznane. Od czasu do czasu pojawiał się jednak ktoś, kto miał odwagę zaryzykować wszystko, żeby je poznać. W swoich czasach byli herosami, ludźmi godnymi najwyższego szacunku. Dzisiaj nie ma już dla nich miejsca. Pokonaliśmy drania! – to były pierwsze słowa, które 29 maja 1953 roku sir Edmund Hillary wypowiedział po zejściu z Mount Everestu. W jednym zdaniu zawarł 32 lata wysiłków o zdobycie najwyższej góry świata. Kilkadziesiąt lat później, celebrując 50. rocznicę zdobycia góry, Hillary nie miał w sobie nawet śladu dawnego entuzjazmu: „Nie jestem optymistą co do przyszłości Everestu. Do bazy głównej ciągną tysiące ludzi, postawiono tam już 500 namiotów. Wszędzie pełno restauracji, barów i innych atrakcji, które przyciągają młodych ludzi. Przesiadywanie w namiocie i popijanie jednego piwa za drugim trudno nazwać himalaizmem”. Jedna z najbardziej znanych grup skalnych w Dolomitach była świadkiem i poniekąd uczestnikiem I wojny światowej. Teraz po szlaku wiodącym dookoła tego masywu przechadzają się setki turystów dziennie. Jednak jeśli dołożymy do naszej wycieczki zdobycie via ferratami pobliskiego Monte Paterno (2744m n.p.m.), robi nam się bardzo ciekawa całodniowa podróż, obfitująca w piękne widoki, w niczym nie przypominająca niedzielnego spaceru. Nie ma piękniejszej pory roku w polskich Tatrach niż jesień. Wrzesień czy październik to idealna pora, żeby wybrać się np. na Czerwone Wierchy. – Czerwone są jak most między Beskidami a Tatrami. Można liznąć skały i łańcuchy, przejść po ubitej ścieżce i zobaczyć niemal wszystkie najważniejsze szczyty – tak reklamują je tatrzańscy przewodnicy. Zapraszamy na wędrówkę na położone na tej samej wysokości (2096 m n.p.m) Ciemniak i Małołączniak. Góry to po holendersku gebergte. A że gór w Holandii nie ma, więc Holendrzy wyruszyli ich szukać w całej Europie. Pierwsi Holendrzy pojawili się koło Jeleniej Góry około roku 1998. Ceny starych, poniemieckich domów, o jakich marzyli, zwaliły ich z nóg. Dziś realizują tu swoje marzenia. A ponadto Najdłuższy powrót w życiu – Redaktor naczelny „n.p.m.” w styczniu tego roku stanął na Aconcagui (6992 m n.p.m.), najwyższym szczycie Ameryki Południowej. I choć walka o wierzchołek łatwa nie była, w październiku opisuje zazwyczaj pomijaną część wyprawy. - Wszyscy opowiadają o tym, jak wielkim wysiłkiem jest zdobycie góry. W opisach nie ma już miejsca na opowieść o zejściu. Odwracam zatem proporcje i tym razem napiszę o najtrudniejszym powrocie w życiu - zapowiada Tomasz Cylka. |