| Minister ograniczy swobodę narciarzy |
|
|
| Wpisany przez naszesudety.pl |
| wtorek, 22 listopada 2011 20:21 |
|
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji chce wprowadzić od nowego roku przepisy określające, ile miejsca narciarze muszą mieć na stokach. Mniejsze ośrodki będą musiały poszerzać trasy lub wprowadzić limit narciarzy, korzystających ze stoku. - To kolejne ograniczenie, które pozostanie tylko na papierze. Nie wyobrażam sobie, jak wyliczyć, ilu narciarzy jeździ w danym momencie - mówi Waldemar Draheim, prezes Miejskich Kolei Linowych w Karpaczu. Dodaje, że w każdej chwili część narciarzy jedzie wyciągiem, część stoi na górze, część się opala, a część pije herbatę. Bywa, że największy ruch jest w górnych częściach nartostrad, ale w połowie górki jest o wiele mniejszy. W wielu ośrodkach są również nartostrady, które rozgałęziają się na boki. W jedną stronę zawsze jedzie więcej osób (bo łatwiejsza trasa). - Każdy jedzie z inną prędkością i w różnym czasie pokonuje trasę. Czasem zatrzymuje się, by podziwiać widoki. Nowe ograniczenia nie sprawdzą się na stoku - ocenia Norbert Frąckowiak, narciarz z Wrocławia. Jeśli na łatwych trasach narciarz ma mieć do dyspozycji 200 metrów kwadratowych (300 i 400 mkw. na trasach trudnych), trzeba będzie zamykać wyciągi, jeśli na górę wjedzie określona liczba narciarzy. A co w piękne, słoneczne dni, gdy na stoki ruszą tysiące niedzielnych narciarzy? Niektórzy wcale nie pojeżdżą. Po co te zmiany? - Nie wszyscy właściciele stacji narciarskich i wyciągów liczą się z bezpieczeństwem. Wielu postawiło na zysk. Stawia się coraz więcej wyciągów o pięcioosobowych siedziskach. Ale nikt nie myśli o tym, czy narciarze pomieszczą się na stoku - wyjaśnia poseł Piotr van der Coghen, współautor zmian. Wprowadzenie ograniczeń ministerstwo argumentuje także dużą liczbą wypadków na stokach. Po zmianach ma być bezpieczniej. Ratownicy GOPR w ubiegłym sezonie udzielali pomocy narciarzom ponad 4000 razy. Tylko czy zmiana przepisów przyniesie taki skutek? - To nie przyniesie poprawy bezpieczeństwa, bo nie tu leży problem. Do wypadków dochodzi z powodu braku umiejętności jazdy - ocenia Anna Grześkiewicz, instruktorka narciarska z 15-letnim stażem. Przywołuje walkę z pijanymi kierowcami. Jazdę po alkoholu uznano za przestępstwo, wprowadzono kary więzienia i konfiskatę auta. Nie pomogło. Jak mówi Grześkiewicz, tak będzie też z przepisami narciarskimi. Liczba wypadków pozostanie taka sama, ale część narciarzy ucieknie na czeskie i słowackie stoki. |