|
Pomysł na organizację wyprawy w tę cześć górskiego świata pojawił się u mnie po przeczytaniu książki Wiktora Ostrowskiego "Wyżej niż kondory", opisującej pierwsze polskie wejścia na szczyty andyjskie. Za cel główny wyjazdu wybraliśmy Mercedario oraz najwyższe wzniesienie kontynentu - Aconcagua.

Bieżące informacje z wyprawy
2008-02-13
Urugwaj... pierwsze wrazenie bardzo pozytywne. Jestesmy w malym zabytkowym miasteczku Colonia del Sacramento. Miejsce to jest prawdziwa perelka w koronie. Sa tutaj krete brukowane uliczki, urokliwe knajpki i bardzo mili przyjazni ludzie. Miasto zostalo zalozone w 1680 roku przez Portugalczykow i zajmowalo strategiczna pozycje po przeciwnej stronie Buenos Aires... Jutrzejszy dzien w calosci poswiecimy na jego zwiedzeniu.
2008-02-12
"Chcę jeszcze raz pojechać do Europy, lub jeszcze dalej do Buenos Aires. Więcej się można nauczyć podróżując Podróżować, podróżować jest bosko. Buenos Aires... Buenos Aires.. Buenos Aires " ... to znana piosenka Maanamu i Kory.
My tez juz jestesmy w boskim Buenos Aires. Podroz z Mendozy byla bardzo fajna. Wygody i wypasiony argentynski pks w 12 godzin pokonal dystans 1100 km. Na pokladzie ich maszyny serwowane byly drinki, zime i gorace napoje oraz dobre jedzenie... nasz rodzimy przewoznik musial by sie wiele nauczyc... Dziesiejszy wieczor zarezerwowany mamy na pokazy tanga oraz na butelke dobrego wina... A jutro z samego rana jedzimy dalej - naszym celem Urugwaj. Ale do Buenos wrocimy na trzy dni przed naszym wylotem do kraju.
2008-02-11
Valparaiso... port, strategiczny przystanek na trasie wokol przyladka Horn... jakos nie zrobil na mnie duzego wrazenia. Stary brudny port kontrastuje z nowymi wysokimi wiezowcami. Jeszcze wiekszy kontrast zauwazylismy w Vina del Mare - stara robotnicza dzielnia przypominala nam zaulki zywcem sciagniete z Kathmandu. Natomiast promenada wokol plazy - to wysokie apartamentowce, raczej rezydencje przepelnione bogactwem, okazale ogrody i wspaniale limuzyny. Woda w oceanie spokojnym zimna... a raczej lodowata.
Swoistym ewenementem jest przekroczenie granicy w obydwie strony miedzy Argentyna a Chile. Takiego beznadziejnego rozwiazania nie widzialem nigdzie na swiecie:
wypakowanie calego autokaru z bagazy, rewizja osobista bagazu, psy trapiace handlarzy narkotykow... a wczesniej od okienka do okienka z paszpotem i jakimis dziwnymi kartkami... w sumie trwalo to okolo czterech godzin.
Dzis po poludniu wyjezdzamy z Mendozy i udajemy sie do Buenos Aires, przez nami ponad 1100 km po bezdrozach Argentyny... a potem dalej na wschod... Urygwaj , Brazylia......
2008-05-07
Podzieliliśmy nasza ekipę na dwie wyprawy. Mirek i Piotrek, z racji tego że nigdy nie byli powyżej 6000 m n.p.m., atakują Aconcague. Dziś powinni już dochodzić do bazy pod najwyższym szczytem Ameryki Południowej. Ja z Jaszuszem wybraliśmy drogę zwiedzajacą (ja trzy lata temu wspinałem się na Kamiennego Wartownika - więc ponowne wejście na Aconcague mnie nie interesuje. Od dwóch dni jesteśmy w Chile. Dziś zwiedzaliśmy portowe miasteczko Valparaiso nad Oceanem Spokojnym. Śpimy natomiast w kurorcie - coś jak nasz Sopot - w Vina del Mare. Pogoda dopisuje... żar z nieba i ponad 30 stopni.
Za dwa dni jedziemy do Mendozy po nasze rzeczy i dalej przez Cordobę do Buenos Aires. A dalej przez Urugwaj, Paragwaj... i tak dalej.
2008-02-05
W Mendozie w naszym hostelu spotkaliśmy Alka Lwowa... legendę polskiego himalaizmu... więc wraz z nim, na śniadanie polskim zwyczajem wypiliśmy parę piwek Los Andes... później przespacerowaliśmy się po Mezdozie... by wieczorem pożegnać Alka przed jego podróżą do Cordoby.
Już dziś umówiliśmy się na kolejne spotkanie "Gór i Alpinizmu" w ostatni weekened września...
2008-02-05
Mercedario..........
Niestety nie udało nam się zdobyć tej pięknej i wymagającej góry. Podczas naszego pobytu pogoda w masywie Marcedario była bardzo zła, co chwilę wiało i sypało śniegiem. Założylismy trzy obozy, ale i tak vento bianko przegoniło nas z góry. Pomimo tego, wyprawa na tę piękna górę była bardzo fajna... może za parę lat znów zaatakujemy ponownie... Zrobiliśmy mnóstwo zdjęć - już teraz zapraszam do galerii po naszym powrocie.
Teraz odpoczywamy w Mendozie przed atakiem na Aconcagua.
2008-01-20
Dzisiejszy dzień upłynął nam na zwiedzaniu Mendozy. To piękne i urokliwe miasteczko jest doskonałym miejscem na wypoczynek po długiej i męczącej podróży. Są tutaj piękne zielone place, skwerki oraz dobre restauracje. Mamy już swoją ulubioną knajpkę, gdzie podają chyba najlepsze steki w całej Argentynie i serwują pyszne wino z okolicznych winnic.
Jutro w końcu wyruszamy w góry. Najpierw samochodem terenowym do Laguna Blanca, by później wraz z mułami dojść do bazy głównej pod Mercedario. Planujemy wrócić z gór do Mendozy ok. 5-6 lutego. Do tego czasu, z braku dostępu w górach do internetu nie bedę nic pisał... a więc do usłyszenia za kilkanaście dni. Pozdrawiamy.
2008-01-19
Dzisiaj mieliśmy bardzo pracowity dzień. Udało nam się wytargować rozsądną cenę za transport do Laguna Blanca pod Mercedario oraz za wynajęcie mułów. Dokonaliśmy zakupu gazu i reszty potrzebnego sprzętu. Na obiad zafundowaliśmy sobie po porządnym steku oraz butelce dobrego wina. Przez cały dzień z nieba lał się żar. Teraz gdy piszę tego newsa, jest godzina 20:00 a temperatura sięga prawie 30 stopni. No ale cóż - w końcu jesteśmy na wakacjach.
2008-01-18
Po trzydziestogodzinnej podróźy jesteśmy w Mendozie. Lot przez Sao Paulo, Santiago minął bez większych przygód. To urokliwe miasteczko przywitało nas słonecznie i upalnie...
Śpimy w tym samym schronisku co 3 lata wcześniej. Popijamy sobie tereaz piwko Andes i odpoczywamy po podróży.
2008-01-17
Ostatnie przygotowania... pakowanie, pakowanie... i jak tu się zmieścić w 20 kg bagażu? Dziś o 19:05 lecimy: z Katowic przez Frankfurt, Sao Paulo, Santiago, do Mendozy. Mam nadzieje, że po ponad dwudziestogodzinnej podróży uda mi się napisać parę słów relacji.
Trzymajcie za nas... do zobaczenia za sześć tygodni :-)
Mercedario, 6770 m n.p.m. - "Daleko, daleko jeszcze, na południowym zachodzie wznosił się olbrzymi, czerwony szczyt. Górował tak wyraźnie nad całym otoczeniem, nad tym morzem - nie! oceanów szczytów! że nie miało się najmniejszej wątpliwości - to był Mercedario". To fragment książki "Wyżej niż kondory" opisującej wyprawę z 1934 roku. Wówczas pierwszego, dziewiczego wejścia na szczyt dokonali W. Ostrowski, A. Karpiński, S. Daszyński oraz S. Osiecki. Góra leży w całości na terenie Argentyny w stanie San Juan.
Autor zdjęć: Dan Lowery (www.danlowery.net)
Aconcagua, 6962 m n.p.m. - leżąca w Andach Argentyńskich jest najwyższą górą obu Ameryk, a także najwyższym szczytem poza kontynentem azjatyckim. Szczyt po raz pierwszy został zdobyty przez M. Zurbriggena w roku 1897. Natomiast w 1934 roku ósmego wejścia na szczyt dokonała wyprawa polska (Ostrowski, Osiecki, Daszyński i Narkiewicz) wytyczając jednocześnie nową, pierwszą po wschodniej stronie góry, bardzo ambitną drogę biegnącą lodowcem - dziś zwanym Lodowcem Polaków.

Plan wyprawy
Wylatujemy 17 stycznia do Santiago de Chile. Następnie ze stolicy Chile udajemy się do Mendozy - leżącej w Argentynie. Tam po krótkim odpoczynku, kierujemy się do miasteczka Bareall.
Załatwiamy wszelkie formalności, organizujemy transport sprzętu do bazy u stóp Mercedario. Kolejne dni będą nam upływać na aklimatyzacji oraz zakładaniu obozów. W tym rejonie gór zamierzamy spędzić ok. dwóch tygodni. Po zakończeniu akcji górskiej na Mercedario wracamy do Mendozy.
Załatwiamy wszelkie pozwolenia oraz sprawy związane z naszym kolejnym celem - Aconcagua. Udajemy się do Punta de Vacas, skąd rozpoczyna się trekking do bazy - Plaza Argentina. Jako drogę wejścia wybraliśmy wariant Falso de los Polacos. Zejść z góry zamierzamy do bazy Plaza de Mulas, skąd doliną Horcones dotrzeć do Puente del Inca. Oczywiście to tylko teoretyczny plan... Wszystko zweryfikują warunki panujące na miejscu. Andy to góry słynące z bardzo silnych wiatrów. Gdy na horyzoncie pojawia się "el viento blanco" - tzw. biały wiatr - to lepiej w góry nie wychodzić. Ale jesteśmy dobrej myśli. Resztę czasu spędzimy na zwiedzaniu Buenos Aires - skąd 24 lutego wylatujemy do Polski.
Uczestnicy
|
|
|
|
Marek Bytom |
Janusz Ogonowski |
Piotr Bak |
Mirek Kurek |
Marek Bytom
Rudzianin - mieszkający od ponad trzydziestu lat w Rudzie Śląskiej - Halembie. Przewodnik Beskidzki działający w Studenckim Kole Przewodników Beskidzkich w Katowicach, podróżnik, fotograf, alpinista amator. Absolwent Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej w Katowicach na kierunku Turystyka i Rekreacja. Doświadczenie górskie: Aconcagua - 6962 m (Andy), Elbrus - 5642 m (Kaukaz),
Mont Blanc - 4807 m, Dufourspitze - Monte Rosa - 4634 m, Punta Penia - Marmolada - 3343 m, Triglav - 2864 m (Alpy), Jbel Toubkal - 4167 m, Timesguida o'Ouanoukrim - 4056 m (Atlas Wysoki), Mulhacen - 3478 m, Pico del Veletta - 3398 m (Siera Nevada), Trekkingi w Himalajach - Gokyo Ri - 5360 m, Kala Patthar - 5550 m, Nangkar Tsang - 5170 m, Cho La - 5330 m, Thorong La - 5416 m,
niezliczone kilometry szlaków po Tatrach, Beskidach i Sudetach.
Janusz Ogonowski
Rocznik 1956, od urodzenia mieszkający w Krakowie. Od dzieciństwa obyty z górami. Schodził Beskid Śląski, Żywiecki, Bieszczady, Gorce. Później przyszedł okres penetracji Tatr Polskich i Słowackich. Odwiedził góry Szwecji, Chorwacji i Ukrainy. Trekkingi w Himalajach - Gokyo Ri - 5360 m, Kala Patthar - 5550 m, Chukung Ri, Cho La - 5330 m, Thorong La - 5416 m... Hobby: chodzenie po górach niezależnie od pory roku (zimowe wejścia, m.in. na Rysy, Zawrat), narciarstwo zjazdowe oraz skiturowe, rower górski, kajakarstwo. Absolwent Akademii Ekonomicznej w Krakowie - Międzynarodowe Stosunki Ekonomiczno-społeczne. Pracuje w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie.
Piotr Bąk
Rocznik 1969. Krakus. Absolwent prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim, ojciec bliźniaczek Zuzi i Madzi. Biega maratony, uprawia żeglarstwo, narciarstwo oraz turystykę. Doświadczenie górskie - Mont Blanc 4807 m , trekkingi w Himalajach - Gokyo Ri - 5360 m, Kala Patthar - 5550 m, Chukung Ri, Cho La - 5330 m, Thorong La - 5416 m...
Mirosław Kurek
Więcej informacji:
[Mercedario 6770 m & Aconcagua 6962 m]
Sponsoring i patronat medialny
|