|
Plaga buczących, warczących i wyjących pojazdów mechanicznych to nie tylko specjalność Bieszczadów. Chłopców, którzy w góry przywożą swoje zabawki, nie brakuje również w innych grupach beskidzkich. Zdaje się, że trzeba będzie niedługo przeznakować szlaki, aby turysta pieszy mógł bez narażenia życia wędrować po górach.
Motorzyści górscy dzielą się na kilka kategorii, a podział wziął się z ich statusu materialnego. Grupa pierwsza, najuboższa jeździ na starych przerobionych wueskach. Wystarczy w takim motorze zmienić tylna tarczę na większą i już można, z panienką na siodełku, zdobywać najwyższe szczyty. Hałasuje to okrutnie, psuje się co chwila, ale jedzie. Zagrożenie dla pieszego niewielkie, bo słychać taki pojazd z odległości dziesięciu kilometrów, więc spokojnie można wejść w krzaki i przeczekać. Niebezpieczny bywa wueskowicz na zjeździe. Wtedy dla oszczędności paliwa wyłącza silnik i porusza się z zadziwiającą, nawet jego samego, prędkością. Policja nie reaguje, gdyż wueskowicze są z reguły z miejscowymi policjantami spokrewnieni. Nikt nie będzie łapał po górach szwagra, brata, syna. Niech se pobuczą.
Grupa druga to miejscowa elita. Mają lepsze motocykle, krzykliwe stroje, ochraniacze, kaski i ... podziw grupy pierwszej. Grzeją z duzymi prędkościami, nawet pod górę. Prują jak najszybciej, bo proporcjonalnie do prędkości rośnie prestiż i zazdrość jaką darzą ich wyczyny wueskowicze. Policja i tu zdziałać nie może wiele. Jeśli ktoś w górach ma tyle kasy, że stać go na taki motór, policji obawiać się nie musi. Nawet nie będą mieli odwagi, żeby poprosić o potrzymanie takiego motoru. Ta grupa stanowi dla piechura największe zagrożenie, bo choć motocykle wyją niemiłosiernie, trzeba nielada refleksu, by uskoczyć w krzaki. A i wtedy nie ma się gwarancji, że kolorowy, zamaskowany skurczybyk nie wpadnie na swoim motorze za nami w te krzaki.
I wreszczie elity przyjezdne. Na dole zostawia się hummera, bo za szeroki, ale z przyczepki ściąga cztero lub sześciokołowca i rura w góry. Nie samemu, w grupie jechać trzeba, żeby huk był pieroński, żeby góry popamiętały, kto tu i w całym kraju rządzi. Policja w tym wypadku również nie reaguje, ale przyjmuje z pokorą do wiadomości, że na ich terenie przebywaja znani powszechnie panowie lub synowie powszechnie znanych panów, którym trzeba zapewnic bezpieczeństwo i pomoc w razie jakiegoś zdarzenia.
Boczną odnogą tych elit są należące do równie wysokiej kultury górskie rajdy samochodowe. Takie przejażdżki lśniących limuzyn z napędem na wszystkie szerokie koła organizowane są przez dilerów sprzedających drogie zabawki dla dużych, ostrożnych chłopców. W wybrany przez organizatora dzień owi chłopcy gromadzą się w odpowiednio drogim hotelu. Rozpoczyna się wszystko na torze przeszkód pod hotelem, aby najpierw kierowcy sprawdzili swoje rajdowe umiejętnosci, przejeżdżając wykopany umyślnie przez miejscowego wójta rowek z błotem. Kiedy wozy są już odpowiednio ochlapane, zmęczeni kierowcy udają się na kolację regionalną, a potem do baru nocnego, gdzie do późnej nocy lub ranka dzielą się wrażeniami z pierwszego dnia rajdu. W dowód wdzięczności zapraszają miejscową władzę, która często upojona własnym sukcesem i cudzą wódką, wystawia na sprzedaż za niewygórowaną cenę jakąś gminną górę. Na drugi dzień nasi dzielni rajdowcy wyruszają na trasę maratonu górskiego po drogach, które wcześniej władza zbudowała "dla górali, którzy mieszkają w odległych przysiółkach".
Na przedzie kolumny porusza się z gracją czerwony terenowy samochód miejscowej straży pożarnej zakupiony wcześniej za "niewygórowaną kwotę" od dilera, który rajd organizuje. Za nim podąża z szumem przekładni (silniki bowiem pracują cicho) kilkadziesiąt ciężkich limuzyn. Po przejeździe konduktu górale w odległych przysiółkach pracowicie zasypują wybite w polnych drogach koleiny.
Rajdowcy w limuzynach nie stanowią większego zagrożenia dla piechura, ale mogą wzbudzić w nim niebezpieczne uczucie zazdrości, które ponoć objawia się systematycznym rozsypywaniem na szlakach zardzewiałych gwoździ a w skrajnych wypadkach rozciąganiem stalowych drutów w poprzek szlaków.
|